Start / Ciekawostki / Autokomis. Miód w silniku, trociny w skrzyni biegów…

Autokomis. Miód w silniku, trociny w skrzyni biegów…

Tym razem przyjrzymy się rodzimym autokomisom. Przyjęła się opinia, że handlarze samochodami to w mniejszym, albo w większym stopniu kombinatorzy, krętacze. Czy to zasłużona renoma, a może bezzasadna ocena? Jeśli dokonujemy zakupu samochodu, o czym należy pamiętać? Jakie triki stosują nieuczciwi sprzedawcy? W artykule możemy również wysłuchać rozmowy w programie „7 metrów pod ziemią” Rafała Gębury z gościem programu Łukaszem, który od 6 lat handlował samochodami sprowadzanymi z Niemiec – opowie prawdę o realiach tego biznesu, ku przestrodze.

Magicy, czarusie

Każdy używany samochód posiada wady, usterki to jest naturalne, normalne, ale jednak nie każdy sprzedawca ma ochotę swoich klientów o tym informować. Zdarza się więc często, że usterki są skrupulatnie ukrywane, starannie maskowane po to tylko, żeby sprzedać samochód przy minimalnych nakładach własnych. I tak na przykład silnik, który za głośno chodzi może zostać potraktowany miodem spożywczym, żeby klient podczas jazdy próbnej nie doświadczał głośnej jego pracy. Zabrzmi to niewiarygodnie, ale bywa, że układ klimatyzacji uzupełnia się propanbutanem (łatwopalny gaz), zamiast zastosować dużo droższy, oryginalny czynnik chłodniczy. Skrzynie biegów zapycha się trocinami, żeby wyeleminować luzy. Cofanie liczników to norma itd. – o tych oraz wielu innych ciekawostkach dowiemy się ze wspomnianej rozmowy z Łukaszem (materiał wideo pod koniec artykułu). Stosując podobne sztuczki handlarze stają się potencjalnymi zabójcami i dziwić nas nie powinny obrazki, gdy podczas niegroźnie wyglądającej kolizji samochód rozpada się na pół albo nagle cały staje w płomieniach. Wrzutki typu: „tym autem jeździła starsza pani”, „nic nie puka, nic nie stuka”, czy „auto jest idealne, jak nowe” także te frazesy włóżmy między bajki, zachowajmy czujność.

Który komis wybrać?

Przede wszystkim sprawdzajmy wiarygodność komisu. Wybierajmy komisy zadbane, estetyczne, w dostępym miejscu nie wzbudzającym podejrzeń, z pozytywnymi opiniami znajomych. Zajrzyjmy do internetu, czy posiada własną stroną internetową, a na niej zdjęcia z placem aut, wyspecjalizowanie – im większa specjalizacja komisu, tym większa szansa, że sprzedawcy znają się na rzeczy i mają sprzęt lepszej jakości. W każdym razie zachowujmy ostrożność. Pod żadnym pozorem nie zgadzajmy się na umowy in-blanco, bo to niemal pewnik, że auto próbuje nam sprzedać oszust. Unikajmy przypadkowo napotkanych handlarzy, samochód poza ukrytymi wadami może pochodzić z kradzieży – ryzykujemy, że stracimy pieniądze i samochód w drodze konfiskaty skradzionego mienia. Kupujemy tylko od właściciela. Pamiętajmy także o tym, że właścicielami znajomego z widzenia od lat komisu może być kilka osób, właściciele mogą się zmieniać.

Przygotowanie do zakupu

Po wytypowaniu komisu, powinniśmy wyposażyć się w wiedzę na temat interesującego nas modelu dwuślada, tzn. na jakie typowe usterki możemy się natknąć – informacje na ten temat znajdziemy w internecie, a także w branżowej prasie. Mając tę wiedzę możemy w przybliżeniu określić jakie naprawy dokonano i jakich kosztów możemy się spodziewać już po jego nabyciu. Nie zapominamy o możliwości negocjacji ceny. Dobrą praktyką jest, gdy kupującemu towarzyszy osoba znająca się na samochodach, a poza tym dodatkowa para oczu zawsze się przyda i jej zdystansowanie.

Zakup samochodu

No, nareszcie upragniona chwila. Znaleźliśmy już nasz upragniony model, sprawdziliśmy informacje o komisie i oto znaleźliśmy się w nim. Poproszę kluczyki… hola, hola nie tak prędko. Zanim na umowie sprzedaży zamieścimy parafkę, upewnijmy się, że to auto nie rozpadnie się tuż po odpaleniu silnika. Zdarzyć się może, że silnik nie odpala od razu. Tym się nie przejmujmy, to normalna rzecz, zastał się, długo stał w komisie, może wymagać naładowania. No dobrze. W końcu odpalił, ulga. Udajemy się w jazdę próbną i na miejscu sprawdzamy stan faktyczny pojazdu. Podczas jazdy weryfikacyjnej jedziemy bez włączonego radia, nie wdajemy się w dyskusje, w skupieniu wychwytujemy podejrzane dźwięki. Na miejscu robimy wnikliwy rekonesans. Sprawdzamy, czy otwierają się wszystkie drzwi, okna, sprawdzamy schowki, światła, zaglądamy pod wycieraczki, do bagażnika. Pokrętła, przyciski, klimatyzacja, radio wszystko powinno działać. Porównujemy wyposażenie podane w ofercie z tym co widzimy (tutaj nierzadko zdarzają się pomyłki, które niekoniecznie musiały wyniknąć z chęci oszukania nas). Absolutną koniecznością jest złożenie wizyty w stacji diagnostycznej, sprzedawca nie powinien mieć przeciwwskazań.

Dokumentacja

Nie może zabraknąć dowodu rejestracyjnego ani karty pojazdu. Książka serwisowa mile widziana. Nie pozwólmy sobie wcisnąć auta z niekompletną dokumentacją, np. auta z Austrii muszą mieć dwa dowody rejestracyjne, a z Belgii dokument Carpass. Na miejscu sprawdzamy numery VIN w dokumentach z tymi na pojeździe, a następnie sprawdzamy informacje o VIN np. na stronie autoDNA.pl albo rządowej historiapojazdu.gov.pl – dowiemy się, czy nie jest kradziony, po wypadku oraz jakie powinien posiadać wyposażenie, a nawet (jeśli dostępny) ostatnio wpisany przebieg.

Finalizacja, rozliczenie

Na podpisanej umowie nie może zabraknąć pieczątki, podpisu sprzedawcy – w przeciwnym razie nie poniesie żadnej odpowiedzialności od sprzedaży. Nie zgadzajmy się na warunki umowy, które wyłączają z odpowiedzialności sprzedającego. Zakupiony pojazd jest jak każdy inny nabywany towar, a to oznacza, że jeśli nie spełnia warunków umowy, można od niej odstąpić albo zażądać uzupełnienia braków. Porządne komisy dają gwarancję czasową, albo uzależnioną od przebytych kilometrów. Bardzo dobrze o sprzedawcy świadczy również możliwość ubezpieczenia kosztów napraw.

Faktura, a może bez? Posiadanie faktury pozwala dochodzić swoich praw. Zdarza się, że sprzedawcy celowo zaniżają cenę, żeby nie wykazać dochodu, z chęci uniknięcia płacenia podatku dochodowego. W takiej sytuacji większość nabywców chce zachować ludzką twarz i macha na to ręką – „rób Pan jak chcesz!” Co ryzykujemy? Casus:

„Wie Pan, ja tu muszę fakturkę napisać na trochę niższą kwotę, bo wie Pan, podatki… Ale dla Pana to nie problem, i tak Pan nic nie płaci w urzędzie skarbowym, z tą fakturką od razu idzie Pan rejestrować samochód.”

Oto klient stanął przed wyborem: rozliczyć się, zabrać kluczyki i w miasto, albo domagać się faktury z faktyczną ceną nabycia. Tym razem klient machnął ręką i następnego dnia odkrywa, że jego nowy nabytek to sprawnie spreparowany składak z części dwóch powypadkowych samochodów, choć miał być bezwypadkowy. Co na to sprzedawca?

„Dobrze, możemy wycofać się z umowy, przyjmiemy auto z powrotem, oddamy pieniądze. To ile tam jest na fakturze? Co, zapłacił Pan więcej? Jakie więcej?! Heniek, ty coś o tym wiesz, że ten Pan zapłacił więcej?”

Mina by Wam zrzedła, co?

Podsumowanie

Rzecz jasna, że nigdy nie będziemy mieć stuprocentowej gwarancji, że pomimo przygotowań uda się bezbłędnie ocenić sytuację przed sfinalizowaniem transakcji kupna. Wybierajmy sprzedawcę rozważnie, nie spieszmy się. Zadawajmy pytania, negocjujmy i pamiętajmy:

  • pewne źródło, najlepiej z rekomendacjami od znajomych, szukamy informacji w internecie
  • na miejscu sprawdzamy zgodność z przedstawioną ofertą
  • komplet dokumentów, VIN, faktura
  • o ile nie kupujemy od znajomego, dokonujmy zakupu w komisie – wiarygodność komisu łatwiej sprawdzić i w razie czego łatwiej jest dochodzić swoich praw, niż u przygodnego sprzedawcy, który rozpłynął się we mgle
  • zakup w komisie to również wygoda przeprowadzania transakcji i większy wybór.

Poniżej rozmowa z Łukaszem, byłym właścicielem autokomisu.

Nie zapomnij polubić:

Wasze komentarze:

O tym już wiesz?

Test komputera. Szybko i łatwo możesz sprawdzić wydajność swojego PC-ta

Zdarzyło Wam się nieraz, że jakieś aplikacje, gry komputerowe nie działały? Przyczyn, które powodują powolne …